|
strumieniami, ludzie wyraźnie smakowali trunek. Trzy krasnoludy, siedzące z nimi, zajadały wesoło kurczaka, przy wtórze swych ochrypłych ale cichych śpiewów. U nich piwo lało się szerszymi strugami, czeladnik nie nastarczał biegać z dzbanami.
Sirius usiadł na wysokim stołku przy kontuarze, pomógł wdrapać się na niego Maksowi. Niziołek zamówił piwo, Sirius postanowił skosztować wina. Od ręki dostali picie. Kordiały były zimne i wyśmienite. I drogie jak cholera. Za kufel piwa i kielich wina musieli zapłacić trzy złote korony.
Podszedł do nich jakiś pijany człowiek.
- Hej, daj na wino!- krzyknął. Sirius zauważył mały nożyk, dobierający się do sakwy Maksa. Odepchnął mężczyznę i wymierzył mu cios w twarz. Człowiek zgrabnie go uniknął, ale niziołek się nie bawił. Wyciągnął z rękawa sztylet i trzema sprawnymi sztychami zabił złodzieja. W karczmie powstałą wrzawa, Wyrwibrzuch schował ostrze w rękaw i podniósł sakiewkę. Ktoś krzyczał „Straż!”, jacyś inni ludzie dostawali rany handżarem, próbując obezwładnić Siriusa. Banita ciął na ślepo. Czyjaś dłoń potoczyła się po podłodze, ktoś wrzasnął z rozoraną twarzą, ktoś trzymał się za brzuch. Do środka wkroczyło czterech, ubranych na niebiesko, ludzi. Wyciągnęli miecze.
- Opuścić broń!- warknął największy z nich. Banita, doświadczony, nie zrobił nic. Niziołek również.- Opuście tę cholerną broń!- krzyknął.
- A jak nie?- spytał Sirius.
Zaczęła się walka. Zabójca i banita dostali ostro. Sirius wziął porządne cięcie na twarz, gdyby nie hełm, miałby przeciętą szczękę. Maks był zbyt sprawny, żeby go można było trafić, ale pachołkowie zneutralizowali go samą przewagą masy swych ciał i ilością. Ostatecznie, Sirius i Wyrwibrzuch zostali zakuci w kajdany i odtransportowani do karceru.
Strażnicy nie szczędzili im po drodze kopniaków, więc dotarli do więzienia zdrowo poobijani. Loszek był sporą, kamienną komnatą z kałużą w rogu i dwoma siennikami. Sirius z głuchym jękiem padł na siano, złapał się za ranę, bolała go głowa. Ponieważ miał na sobie kirys, strażnicy kopali go po udach- w efekcie ledwie powłóczył nogami. Maks poruszał się zgarbiony, ale nie padł. Obwiązał za to banicie twarz chustą. Dostali jakieś ochłapy, niziołek wyrzygał je w kąt. W celi nieludzko śmierdziało.
Wieczorem przyszli trzej ludzie i założyli banicie fachowy opatrunek. Następnie poprowadzili ich do sporej łaźni, dali kiepskie mydło i kazali się umyć. Kiedy więźniowie się myli, ludzie czyścili ich stroje. Ubrani w umyte ubrania zostali poprowadzeni do małej komnaty.
.....
|