|
istnieje, ale wcale nie jest świetlista. Wiem o tym doskonale, ponieważ pomimo blokady nakładanej na każdą świadomość przed jej wstąpieniem w ludzkie ciało, blokady która ma blokować wszelkie wspomnienia i przeżycia dotychczasowego bytu, coś u mnie się odblokowało, a dokładnie wspomnienie z jednego z moich poprzednich bytów, chwila mojej śmierci. I pamiętam chwilę przechodzenia ze stanu życia w stan nicości i doskonałą ciemność, w której ta nicość trwa. Próbowałem się skupić na tym świetlistym punkcie, zmrużyłem oczy żeby bardziej wyraźnie zobaczyć jego kształt i punkt się odrobinę powiększył. Więc znowu jeszcze bardziej naprężyłem gałki oczne i znowu świetlisty punkt się powiększył. I nie zdążyłem zrobić kolejnej próby, kiedy samo się wzięło i się powiększyło, a potem jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. I aż mnie ciarki przeszły bo wtedy dopiero dotarło do mnie, że to nie chodzi o to że z początku punkt świetlny a krąg światła teraz się powiększa i jest coraz większy, ale że też jednocześnie jest coraz bliżej. I chyba mnie strach wtedy dopiero ogarnął, bo zbliżało się to coraz szybciej i wciąż stawało się coraz większe i bardziej świetliste. I już wiedziałem, że za chwilę ta świetlista czeluść mnie pochłonie, a umysł mój nie potrafił określić ani co to jest ani co to ze mną robi. A najgorsze co może nas spotkać to wtedy gdy nie wiemy z czym mamy do czynienia ani co się za chwilę wydarzy. I już to było przede mną, już mnie dotykało i zaczynało pochłaniać, już czułem na piersi dotknięcie jakiejś niewidocznej przeszkody, która miała mnie za chwilę zgnieść i unicestwić. I już mnie ta siła złapała w potrzask, zacisnęła swoje szczęki na moim ramieniu, szarpnęła moim ciałem, poczułem jak ramię mi prawie się odrywa od reszty ciała, już prawie widziałem krew tryskającą z wyrwanych wnętrzności, lecz w ostatniej chwili siła bezwładności podziałała na resztę ciała, które jej się poddało i gwałtownie wyrwane z wirowania podążyło w kierunku ciągniętego ramienia. I w tym samym momencie, jednocześnie w tej chwili samej świetlisty pocisk wielkości całej otaczającej mnie przestrzeni z ogłuszającym hukiem przeleciał tuż obok mnie, chybiając nieznacznie. I gdy mój błędnik jeszcze myślał, że wciąż wiruje, a oczy wciąż jeszcze walczyły z oślepiającą bielą wydarzeń i gdy żołądek wciąż dobrze się trzymał wraz ze swoją zawartością, to słuch już w miarę szybko doszedł do siebie, bo już słyszałem jak jakiś głos próbował się ze mną skontaktować. Głos wydawał się znajomy, nawet go od razu rozpoznałem, to głos mojego kumpla, Radka. I ten głos, a właściwie to nie głos tylko Radek stał nade mną, leżącym na chodniku, wciąż trzymał mnie za ramię i darł się wniebogłosy:
- Rychu coś ty kurwa oszalał, przecież ten TIR zrobiłby z ciebie krwawą miazgę!!
No ładnie się zakręciłem, co nie?
.....
|