|
zekutor. Udali się za nim do skromnego, przytulnego przybytku. Przy okrągłych stołach biesiadowało wielu Elfów, niejeden otaczał ramieniem damę swego serca. Pijąc wino, debatowali nad błahostkami.
- Karczmarzu, pokój, dzban wina i jakieś mięso. – powiedział Vittor, podszedłszy do lady.
- Już się robi, bracie – odpowiedział stojący za ladą mężczyzna. Po chwili przyniósł kielich, dzban, klucz. Wrócił się na zaplecze, doniósł pieczyste. Pomógł Drowowi zabrać się z tym wszystkim, po czym obsłużył Elana i Egzekutora.
Vittor usiadł w pokoju, zjadł, popił winem. Otworzył szeroko okno. Wypił jeszcze kielich i poszedł spać.
Elan źle się czuł, nie mógł zasnąć. Udał się na pogadankę z Azurem, rozprawiali długo o możliwych konsekwencjach nieobecności Sillina.
Egzekutor niemalże od razu padł spać, wcześniej obmyśliwszy tylko jedną hipotezę. Było to straszne zaniedbanie z jego strony.
Vittora, kiedy spał, dręczyły koszmary. Wyjrzał przez okno, chciał, aby delikatny wiatr wywiał z jego głowy troski. Spojrzał w stronę wieży Sillina. Zauważył, że nie ma chmurek. Przyjrzał się bliżej, w mroku nocy poruszały się głębsze cienie, przesłaniając gwiazdy. Nie wiedział czego, ale zaczynał bać się tych chmur. Nie był to jakiś tam zalążek czy ostrożność, ale fizyczny strach. Pamiętał, że po raz ostatni czuł się tak, będąc między młotem a kowadłem, miesiąc przed ucieczką z Menzoberanzy, miasta Drowów. Była to sytuacja, w której musiał wybrać między dyshonorem zabicia bezbronnego starca, a straceniem własnej głowy z powodu niewykonania rozkazu Matrony. Drżąc na całym ciele, położył się spać. Próbował zasnąć, ale z jeszcze większą realnością ukazywały mu się wszystkie okropieństwa wojen Drowów.
Zaczęło się więc od Akademii Drowów, gdzie zdrada, skurwysyństwo, wbijanie noża w plecy przyjaciołom było codziennością. Najlepiej życie tam charakteryzowało powiedzenie: „Selvetarmie, uchroń mnie od przyjaciół. Z wrogami sam sobie poradzę.” Sam tak postępował – aby wspiąć się wyżej i zostać Jeźdźcem, zabił swojego „przyjaciela”.
Jedynym pocieszeniem było chyba to, że ludzie mają tak samo.
Przez grubo ponad sto ludzkich lat był sługusem swej Matrony, awansował, aż w końcu został Jeźdźcem Pierwszej Rangi. Wtedy właśnie doszło do tego, że jego klan zniszczył inny i zajął jego ziemię... Wspomnienie uderzyło w jego umysł nadzwyczaj wyraźnie...
.....
|