|
cą mu wzrok. A ja mogłem oglądać te trzy i pół minuty własnymi oczyma. Wciąż zauroczony moją, obecnie najdroższą przyjaciółką Ścianą, przesuwałem się przeciwnie do wykrzykującego tłumu.
To skrzydło mieści dwa tysiące osób. No proszę, przed śmiercią będę jeszcze do tego świadom. Przy odrobinie szczęścia. Dobry znak... W tym momencie poczułem się niewypowiedzianie smutno. To mój umysł chyba się w końcu rozgrzał. Zarówno prawa jak i lewa półkula produkowały coraz więcej prądu. „TRZY MINUTY DO AUTODESTRUKCJI”. Zarówno logika jak i wyobraźnia. Kapsuł na to skrzydło przypada dwadzieścia. I każda zabiera ośmiu ludzi. Zarówno logika jak i wyobraźnia. Przestałem myśleć. Ale łzy ciągle ściekały mi po twarzy. Chyba ludzie zaczęli się niepokoić. Już trudno było usłyszeć nawet sygnał, który był, bądź co bądź, budzikiem moim dzisiaj. Oni wydawali się naprawdę wzburzeni faktem, że sto sześćdziesiąt a dwa tysiące to zupełnie co innego.
Gdy podniosłem, sam nie jestem do końca pewien czemu, głowę, wtedy dopiero ujrzałem płaczących mężczyzn i płaczące kobiety. Wydawało mi się, że niektóre zaczęły rozumieć, że byłem nagi i poczułem się odrobinę nieswojo. Więc lepiej było jednak się na nich nie patrzeć. „UWAGA. DWIE MINUTY DO AUTODESTRUKCJI. PASAŻEROWIE OKRĘTU POWINNI NIEZWŁOCZNIE UDAĆ SIĘ DO KAPSUŁ RATUNKOWYCH.” Tłum ruszył. Gdzieś daleko z przodu słychać było szczególnie nacechowane emocjonalnie krzyki. Chwilę później rozległy się strzały. Strzały na okręcie! Głupota ludzka nie zna granic. Przedzierałem się pomiędzy pasażerami Akropolu, którzy z nie do końca zrozumiałych mi powodów gwałtownie naparli do przodu. Za słaby byłem. Upadłem. I biegli płaczący po nagim człowieku.
I tak to osiągnąłem po chwili koniec kolejki. Nie mogłem już jednak dotrzymać jej kroku. Uznałem, że poleżę niewiele myśląc. „POZOSTAŁA JEDNA MINUTA DO AUTODESTRUKCJI. CAŁY PERSONEL PROSZONY JEST O NATYCHMIASTOWĄ EWAKUACJĘ”. Gdy tak leżałem ładny widok miałem przez okno. Na gwiazdy porozrzucane po zimnym kosmosie będące tłem dla kilkudziesięciu kapsuł zawieszonych we wszechogarniającej pustce. Wciąż brzmiał alarm i krzyk i płacz. Ja leżałem niewiele myśląc. Dobrze mi zrobiła ta hibernacja. I dobrze, że się już nie gniewamy, Podłogo.
„PÓŁ MINUTY DO AUTODESTRUKCJI”. ...Mmm. Pani Terminal Główny skutecznie zagłuszyła moje cierpienie spowodowane kolejnym skurczem. A skurcze ostatniej fazy są szczególnie nieznośne. Więc to już ostania faza. To dobry znak. Teraz coś poróżniło mnie od innych pasażerów. Ja jeszcze żyłem, a oni już nie. Jedna z kapsuł się otworzyła. Przez jej właz wyleciało ponad osiem zamarzniętych ciał. „DZIESIĘĆ SEKUND DO AUTODESTRUKCJI”... „DZIEWIĘĆ”… „OSIEM”... „SIEDEM”... „SZEŚĆ”... „PIĘĆ” Mmmm... „CZTERY”... mmmm... „TRZY”... t… się... „DWA”.... nazwa... skh... „JEDEN” hhhmmm
.....
|